14 sierpnia

  Późnym wieczorem  13 – go sierpnia 

Szef sztabu 11 DP ppłk Romuald KOHUTNICKI przybył z Marek do SŁUPNA by rozeznać sytuację; z szefem przybyły 2 kompanie odwodowe. Odwołał ze stanowiska d-cy 46 PP płka Bronisława Krzywobłockiego a powierzył je mjr. Józefowi LIWACZOWI.                         – I jeszcze tegoż dnia (ok. godz. 23-ciej) przekazany został dowódcy 11 DP rozkaz Dowództwa FRONTU do kontrataku, a już o 2-giej (14-go 08) rozkaz przystąpienia do ataku również      1 Litewsko-Białoruskiej DP [1 L-B DP].

Porządkując tej nocy stanowiska terenowe przemieszczano pododdziały na pozycje wyjściowe do przeciwnatarcia. Gen. Jan RZĄDKOWSKI (d-ca 1 L-B DP) powierza ppłk. Kazimierzowi RYBICKIEMU (d-cy II Brygady L-B) prowadzenie kontrataku trzema pułkami. Ponieważ chodziło o pośpiech, więc początek akcji wyznaczono już na godz. 5-tą:    Pułk GRODZIEŃSKI zajmuje pozycję po lewej stronie szosy) – najbliżej stojącego 46 PP/11 DP i obsadza pozycję wzdłuż szosy na wysokości wydmy (wzgórze 101 – Pólko) w kierunku akcji na ŁOSIE (płn.-wsch);  Pułk NOWOGRÓDZKI, zabezpieczający już od 13 sierpnia linię Nadma-Marki, miał uderzyć w kierunku KRASZEWA (strona  prawa). Ale natarcie pułków mogło rozpocząć się dopiero po nadejściu Pułku WILEŃSKIEGO, który otrzymał zadanie natarcia wprost na Radzymin  wzdłuż szosy (a był on bardzo oddalony). Godzina 5-ta minęła – wyczekujące oddziały 11 DP  „denerwowały się„,  że akcja się nie rozpoczyna.  

 14-ego SIERPNIA.

Na nowym froncie przez cały dzień trwały walki…  Rano 14 sierpnia (przy sprzyjającej mgle)  pułkom wroga  241242, 243  i  81 z brygady 27 DS udało się przełamać linię obrony  Beniaminów-Słupno  a przez Dąbkowiznę dojść do WÓLKI RADZYMIŃSKIEJ. Dokonali klinem wyłom w terenie, a uderzywszy w słabą linię obrony – między pułkami 46 a 48 (11 DP) – dotarli aż do strategicznej drogi Struga-Nieporęt-Wieliszew (II-ej linii polskiej obrony). Natomiast w kierunku zachodnim – podeszli aż na skraj lasu pod  Nieporętem z planem ataku na Jabłonnę i dalej – forsowanie Wisły poniżej Warszawy. W  tym układzie mieli także szansę zdobycia Warszawy trasą – z Wólki Radzymińskiej przez Kąty Węgierskie (i w lewo nad kanałem),  przez  Rembelszczyznę (ok. 16 km) lub  – też przez Nieporęt (wzdłuż Kanału Królewskiego – ok. 18 km), czy nawet przez Jabłonnę). Wróg znalazł się także pod DĄBKOWIZNĄ. Wówczas to – w wyniku zniszczenia tam przez bojców centrali telefonicznej – zerwany został kontakt z fortem BENIAMINÓW (fort nigdy nie był zdobyty).

  Około godziny 10-tej atak.

 Wyczekiwany Wileński Pułk Strzelców (WIL) z dużej odległości, z południa, zdążał także na pozycję linii wcześniej osadzonej już przez 46 PP (skrzyżowanie z drogą ze Słupna do Jankowa Nowego). D-ca 11 DP  płk Bolesław JAŹWIŃSKI rozkazał mjr. Józefowi  Liwaczowi ażeby Pułk 46 szedł do ataku w ogólnym kierunku na Radzymin. Szosa Warszawska była główną linią natarcia.

Natarcie dwóch pułków 46 PP i WIL – choć nie związanych jednym dowództwem – przyjęło zawrotne tempo. Natomiast Pułk Grodzieński (GROD) – idąc lewym skrzydłem przez SŁUPNO – starł się z  81 brygadą strzelców (BS) już w okolicach ALEKSANDROWA (szła ona w kierunku na JABŁONNĘ). A w okolicy CEGIELNI WIOSKI RADZYMIŃSKIEJ doszło już do starcia z brygadami 61 i 62 z rosyjskiej XXI DS.                                                        Pułk Nowogródzki (NGDZ), po wyjściu z CZARNEJ STAREJ, niespodziewanie pod  JANKOWEM NOWYM (po prawej stronie szosy) natknął się na 80 Brygadę rosyjską. Pułk Miński (MIN) – był w odwodzie dywizji 1 L-B .  

Około południa (14 08).

Po brawurowym ataku polskich formacji odebrano RADZYMIN. Starcie z oddziałami wroga kompanii z pułków 46 i 47 oraz WiL  przyniosło sukces – wzięto jeńców, zdobyto też karabiny maszynowe. Brygady sowieckie  61 i 62 („będące w drodze na Pragę„), zaatakowane też przez Polaków, wycofały się na Radzymin.                                                                                                    Polacy w większości zatrzymywali się na skraju miasta, natomiast w pędzie – nie pomyślano o zabezpieczeniu skrzydeł. Widok atakującej konnicy z 21 PS (kawalerii)  zrobił prawdopodobnie wrażenie.  Ale – to głównie jednak kończący się zapas amunicji – doprowadził do paniki w kompaniach 46 Pułku. Jeszcze pułk WiL próbował stawić opór w walkach ulicznych – to 6 i 7 kompanie odpierały ogniem dwie szarże kawalerii. A kawalerzyści wroga również zrezygnowali z walki zadowalając się wyłapywaniem rozproszonych i rannych żołnierzy.

Rozpoczął się odwrót, na który wpływał też odgłos walk z bojcami z 81 BS  (brygady wroga operującej już wcześniej w okolicach WÓLKI RADZYMIŃSKIEJ), a której teraz pułki 241 i 242 uderzyły z boku w kierunku CEGIELNI zagrażając odcięciem  oddziałów polskich znajdujących się w Radzyminie. Z południowego wschodu – na CIEMNE  w stronę CEGIELNI zaatakował też 239 PS, a uciekające oddziały 21 DS zawróciły i weszły ponownie do miasta.

Na wysokości Wioski Radzymińskiej oraz Cegielni zagrożona została odcięciem droga odwrotu polskich pułków z Radzymina. Polakom groziło okrążenie. Oddziały zmuszone do odwrotu przebijały się w bardzo ciężkich warunkach w tłoku i pomieszaniu, z dużymi stratami  wycofując się na II linię obrony. Przy groźbie ucieczki panicznej, odwrót skutecznie powstrzymywać mogli tylko wyżsi oficerowie. – I to sam generał Jan RZĄDKOWSKI  z karabinem w ręku stanął wśród żołnierzy i własnym przykładem wpłynął na ich opamiętanie się. Była wówczas godz. 13:50.

Oddziały miały poczucie dobrze spełnionego obowiązku, dlatego żołnierze nie mogli zrozumieć przyczyn katastrofy (żołnierze 46 PP nie wytrzymywali psychicznie – wpadali w panikę). Odwrót dzielnie osłaniał pułk WIL  kierowany przez zasłużonego dowódcę mjra Stanisława BOBIATYŃSKIEGO  (33 lata – lekarz; zaciekły przeciwnik bolszewików – nazywany przez nich „krwawym majorem”). Osłonę wycofujących się oddziałów organizował I batalion kpt. Ryszarda DOWNAR-ZAPOLSKIEGO (27 lat – wybitny i zasłużony oficer Dywizji L-B). Owszem impet wroga był hamowany ogniem baterii I d-nu, ale jednak poniesiono wiele strat, zwłaszcza w rannych. Sytuację opanowywano – wycofując się na II linię obrony.                                                                                                                                   Bohaterski dowódca I /WIL poległ broniąc skrzyżowania szosy z drogą Słupno-Janków. W ostatniej chwili życia zdążył rozkazać pchor. Aleksandrowi LIKSZY by zabrał mapy. Legł na pobojowisku  „stary, doświadczony żołnierz” –  jeszcze z oddziałów wileńskiej Samoobrony z końca 1918 r. – i dowborczyk. Przy szosie ugodzony kulą w pierś padł na ziemię w pełni  świadomości – legendarnie – miał powiedzieć: „No, na ten raz jestem chyba zabity”. Później w tym miejscu 85 pułk strzelców wileńskich (d. WIL. PS) wystawił pomnik-krzyż dzięki pomocy rodziny KRONENBERGÓW – właścicieli cegielni; odnowiony w roku 1981. Dowództwo po jego śmierci przejął kpt. Michał Pieckow.

Ryszardzie Downar Zapolski – Szeleszczą karty oprawione złotem twego bohaterstwa.    – Wielkie sprawy wielkich wymagają ofiar. – Kiedy nazajutrz odbito twoje ciało byłeś obdarty do naga i bosy. – Ty, co z każdym żołnierzem dzieliłeś się choćby ostatnim kawałkiem chleba. – Tomasz Paciorek.

Bataliony II i III /WIL przebijały się – w lewo – przez CIEMNE do lasu, a 9 komp/47 PP wycofała się przez zagajnik między WIKTOROWEM a CIEMNEM. Jeszcze teraz artyleria polska silnym ogniem zatrzymała tyraliery 21 DS.                                                                                Bój ten  opisał komandir Witowt Kazimirowicz PUTNA (27-letni Litwin). W książce           „K ' Wiśle i obrano” – pisze „239 pułk kurski, uderzający od strony Ciemnego ku szosie, 6 razy odchodził w tył a wsparty 238 pułkiem brańskim ruszał do przeciwuderzenia, aż wreszcie przydusił polskie oddziały”. Natomiast dowódca 4 baterii 3 pułku artylerii ciężkiej (PAC) owe dramatyczne chwile tak zapamiętał : „Bolszewicy szli falą w pięciu tyralierach, z lasu na południe od m. Ciemne wysunęła się kawaleria. Na punkt obserwacyjny baterii nieprzyjaciel zaczął strzelać granatami (oprócz tego karabiny maszynowe). Kawalerię jedną serią rozbiła 4 bateria 3 pac tak, że cofnęła się w las i więcej się nie pokazywała. Dowódca baterii przygotował się do walki wręcz, mając 4 ckm, bezustannie prażył na przemian granatami i szrapnelami tyraliery bolszewickie /…/ Bolszewicy doszli na 200-300 m do punktu obserwacyjnego niepowstrzymaną falą, tak, że można było gołym okiem odróżniać twarze. Nie wszyscy jednak mieli karabiny. Połowa szła z gołymi rękami. I tutaj nie wytrzymali ognia 8 dział. Atak załamał się przed punktem obserwacyjnym„4Wydawało się, że na fali powodzenia wróg może przerwać i drugą linię obrony. A od , kiedy , tak zapamiętał : „Bolszewicy szli falą w pięciu tyralierach, z lasu na południe od m. Ciemne wysunęła się kawaleria. Na punkt obserwacyjny baterii nieprzyjaciel zaczął strzelać granatami, /oprócz tego karabiny maszynowe/. Kawalerię jedną serią rozbiła 4 bateria 3 pac, tak, że cofnęła się w las i więcej się nie pokazywała. Dowódca baterii przygotował się do walki wręcz, mając 4 ckm, bezustannie prażył na przemian granatami i szrapnelami tyraliery bolszewickie /…/ Bolszewicy doszli na 200-300 m do punktu obserwacyjnego niepowstrzymaną falą, tak, że można było gołym okiem odróżniać twarze. Nie wszyscy jednak mieli karabiny. Połowa szła z gołymi rękami. I tutaj nie wytrzymali ognia 8 dział. Atak załamał się przed punktem obserwacyjnym”4W zaistniałej nowej sytuacji bojowej generałowie Józef Haller i Jan Rządkowski, stojąc na pozycji II linii frontowej i rozpatrując etap bitwy, kreowali już nowy plan ataku z zachodu (na Wólkę Radzymińską) bo w Jabłonnie Legionowej jest „rezerwa” w formacji 10 Dywizji Piechoty stojącej tam w odwodzie.  Do Warszawy – od rana – napływają wiadomości o ciężkich bojach w tym dniu. Ta porażka w RADZYMINIE a także walki pod OSSOWEM – wzbudziły społeczne zaniepokojenie. Na linię niedaleko boju przybył nawet premier Wincenty WITOS oraz minister Spr.Wewn. Leopold SKULSKI. Wbrew oczekiwaniom grupy przybyłych polityków, pojawienie się Witosa żołnierze przyjęli obojętnie. A jednak – ci po powrocie do Warszawy – śmiało głosili, że: „na tego (obdartego, bosego i wynędzniałego) żołnierza można liczyć” (zob. B. Waligóra 442). Jeszcze teraz artyleria polska silnym ogniem zatrzymała tyraliery 21 dywizji. Wydawało się, że na fali powodzenia wróg może przerwać i drugą linię obrony. A od Owe dramatyczne chwile, kiedy , tak zapamiętał dowódca 4 baterii 3 pułku artylerii ciężkiej: „Bolszewicy szli falą w pięciu tyralierach, z lasu na południe od m. Ciemne wysunęła się kawaleria. Na punkt obserwacyjny baterii nieprzyjaciel zaczął strzelać granatami, /oprócz tego karabiny maszynowe/. Kawalerię jedną serią rozbiła 4 bateria 3 pac, tak, że cofnęła się w las i więcej się nie pokazywała. Dowódca baterii przygotował się do walki wręcz, mając 4 ckm, bezustannie prażył na przemian granatami i szrapnelami tyraliery bolszewickie /…/ Bolszewicy doszli na 200-300 m do punktu obserwacyjnego niepowstrzymaną falą, tak, że można było gołym okiem odróżniać twarze. Nie wszyscy jednak mieli karabiny. Połowa szła z gołymi rękami. I tutaj nie wytrzymali ognia 8 dział. Atak załamał się przed punktem obserwacyjnym”4W zaistniałej nowej sytuacji bojowej generałowie Józef Haller i Jan Rządkowski, stojąc na pozycji II linii frontowej i rozpatrując etap bitwy, kreowali już nowy plan ataku z zachodu (na Wólkę Radzymińską) bo w Jabłonnie Legionowej jest „rezerwa” w formacji 10 Dywizji Piechoty stojącej tam w odwodzie.Nowa inicjatywa sowieckaOkoło godziny [16-tej ] dowódcy dywizji rosyjskich uzgodnili, że ze świtem 15 sierpnia przejdą równocześnie do natarcia na Warszawę w kierunkach (bieriosz Warszwu! ): – 81 Brygada Strzelców [BS] ma zająć obszar NIEPORĘTŁAJSKI; – 80 BS  ma opanować stację JABŁONNA LEGIONOWA i JABŁONNĘ ; – 79 BS  idąc za 80-tą ma zgrupować się w okolicach ALEKSANDROWAKĄTÓW WĘGIERSKICH i IZABELINA (nad Kanałem Królewskim); – 21 DS miała wybrać kierunek na tyły przedmościa ZEGRZA a następnie na stację JABŁONNA LEGIONOWA. Rozpoczęcie ataku już w nocy 14-ego (w tym momencie ani sowieckie dowództwo nie miało dobrego rozeznania położenia polskich sił w okolicy, ani polskie też nie znało ostatnich planów wroga).   A co działo się w mieście…? Czerwonoarmiści po południu (14-eg0) w odbitym mieście rozpoczęli „życie„! Szukali ukrywających się żołnierzy. Z penetrowanych mieszkań leciały przedmioty sprzętu domowego – wyrzucane przez okna, rozbijane, fruwało pierze z pierzyn i porozrywanych poduszek. Sfrustrowanym bojcom odczytano rozkaz Trockiego: „Czerwone wojsko naprzód! Bohaterzy na Warszawę! – niech żyje rewolucja!„.Przedstawiciele komendantury wojennej wręczyli burmistrzowi „ukaz” objęcia władzy przez Tymczasowy Komitet Rewolucyjny. Miejsca na nominacje w dokumencie zostały czyste – z „braku chętnych„. Reprezentanci nowej władzy zdjęli burmistrzowi z ręki pierścionki – może sądzili, że są desygnatami władzy? Na ulicach porozlepiali ogłoszenie o zniesieniu wszystkich praw b. polskiego rządu „burżuazyjnego”. Tego dnia aresztowali księdza i nauczyciela. 14 sierpnia – po południu  W sobotę, już po południu, do sztabu 10 Dywizji Piechoty w JABŁONNIE LEGIONOWEJ przybyli generałowie Józef Haller dowódca Frontu Północnego oraz Franciszek Latinik dowódca 1. Armii. – Tutaj szef Frontu wyznaczył gen. Lucjana Żeligowskiego, że jego (frontowo) odwodowa dywizja [10 DP] zostaje przekazana pod rozkazy d-cy 1-szej Armii i wchodzi do tworzonej grupy uderzeniowej wraz z 1. Dywizją Litewsko-Białoruską gen. Jana RZĄDKOWSKIEGO i 11. Dywizją Piechoty płka Bolesława JAŹWIŃSKIEGO. I na dowódcę powołanej Grupy Operacyjnej wyznaczony jest właśnie szef tutejszej 10 DP. Dowódcy wspomnieli również utraconych – zbyt wielu – w ostatnich starciach oficerów i żołnierzy szeregowych z 1 L-B oraz 11 DP, bez których nie są w stanie odzyskać Radzymina. – Konieczna jest więc podjęta inicjatywa.- W skład 10 DP wchodziły dwie brygady: XIX Bryg. (28. i 29Pułki [SK] Strzelców Kaniowskich) ppłka Wiktora Thommée oraz XX Bryg. (30. i 31.SK) płka Franciszka Sikorskiego. Dowódca Frontu podkreślił, że powołana w obecnym krytycznym momencie uderzeniowa grupa operacyjna ma – z miejsca – przygotować się do kontrataku z zadaniem odbicia Radzymina – i zakończył: „gen. Żeligowski zarządzi akcję według wskazówek danych mu osobiście przez dowódcę armii z zadaniem przeprowadzenia kontrataku. Gen. Latinik stwierdził, że … kluczowe w tej naradzie było to ustne polecenie Hallera nakazujące natychmiastowy kontratak na Radzymin – że gen. ppor. Lucjan Żeligowski otrzymał rozkaz natychmiastowego zlikwidowania wyłomu na froncie i odbicia Radzymina. W celu skonkretyzować zadania oraz dokonania przeglądu powierzonych wojsk generałowie  ŻELIGOWSKI i RZĄDKOWSKI udali się do siedziby sztabu 1 Armii w MARKACH. Po czym gen. Żeligowski objeżdżał teren w rejonie STRUGI i SŁUPNA by osobiście poznać pozycje i stan oddziałów (generał nie miał sztabu grupy operacyjnej [GO] – bo nie był urzędowo nominowanym jej dowódcą). Spotkał się ze starymi znajomymi oficerami … o – jeszcze z Korpusu Dowbora Muśnickiego (!). Żegnając się rzucił: – jadę do Jabłonny, stamtąd na Nieporęt i popędzę bolszewików.Około godz. 19-tej do Legionowa ponownie przybył gen. Haller i zorientował się, że zarządzenie przetransportowania brygad na front nie zostało zaczęte.A Żeligowski wracający do Legionowa zastaje znów szefa – gen. Hallera, teraz zbulwersowanego opieszałym podejściem do wcześniej wydanego rozkazu. Przy pierwszym spotkaniu kluczowe było ustne polecenie gen. Hallera nakazujące natychmiastowe przystąpienie do organizowania kontrataku na Radzymin. Teraz ów rozkaz nabrał formalnego charakteru w rozkazie nr 3931/III  na piśmie – i była też w nim wymieniona godz. 18-ta, o której miała się rozpocząć operacja translokacji wojska. Jak się też okazało była też różnica w koncepcji wprowadzenia 10. Dywizji do walki. Gen. Żeligowski by atakować w kierunku Wólki zamierzał zgrupować siły w Nieporęcie. Natomiast w koncepcji przełożonych był również kierunek na Wólkę Radzymińską przez Kąty Węgierskie. A przygotowania miały rozpocząć się natychmiast.Autobusy warszawskie środkiem transportu wojska na pole bitwy Uznając możliwość ataku wroga z kierunku północno-wschodniego (od Wólki Radzymińskiej) wysyła autobusami 1 Bat./28 P SK pod dowództwem por. Stefana POGONOWSKIEGO w rejon Kątów Węgierskich z zadaniem osłony formacji 10 DP, ale także ewentualnego wsparcie skrzydła bratniej 1. D L-B na wschodzie.   Frontowa linia pod NieporętemGenerał Żeligowski uważał, że kontratak może nastąpić dopiero przed świtem 15-go 08. a w tym czasie będą obustronnie ciężkie walki artylerii: z pozycji rosyjskiej ze skraju lasów Wólki Radzymińskiej oraz z przedpola Nieporętu. Ciężkiej artylerii jednak brakowało wsparcia piechoty.I jak się okazało, różnica zachodziła tylko w koncepcji wprowadzenia 10. Dywizji do walki. Gen. Żeligowski zamierzał zgrupowanie sił w Nieporęcie i stamtąd atak w kierunku Wólki. Natomiast w koncepcji przełożonych był również kierunek na Wólkę Radzymińską ale przez Kąty Węgierskie. A działania miały rozpocząć się natychmiast. Mimo drobnych rozbieżności w relacjach z odprawy w Legionowie, należy podkreślić, iż zasadniczej różnicy w pomyśle natarcia między generałami Hallerem i Latinikiem z jednej strony, a generałem Żeligowskim z drugiej – nie było.  Dyslokacje wojska na pozycje walki Wieczór  14-go  sierpnia.- Już przed zmierzchem nasze patrole konne napotykały liczniejsze i bardziej aktywne patrole sowieckie. – Nadciągali od strony Wólki, a około [godz. 20-tejnieprzyjaciel obsypał polskie formacje silnym ogniem karabinów maszynowych. Równym ogniem odpowiadały polskie baterie – był też bardzo silny – biły działa oraz karabiny maszynowe. Strzelali, a lawiny ognia robiły duże wrażenie. W pewnej chwili nastąpiła cisza; ale późnym wieczorem  do 23-ciej artyleria powstrzymywała już kilka ataków.      generałów w legionowskich koszarach gen. ppor. Żeligowski wydał rozkazy dowódcom podległych brygad, a gen. ppor. Latinik wyjechał do Kątów Węgierskich i Marek. Po drodze napotkał 1. Batalion 28. Pułku i zmienił rozkaz gen. ppor. Żeligowskiego, nakazujący por. Pogonowskiemu zabezpieczanie terenu na styku z 1. DL-BNatomiast gen. Żeligowski planował przetransportować brygady na pozycje przed świtem 15 sierpnia. scenariuszu17:Ostateczny- 1. Dywizja Litewsko-Białoruska i 11. Dywizja Piechoty miały utrzymać swoje ,- 28. i 29. Pułk z XIX Brygady 10. Dywizji Piechoty miały ruszyć z Legionowa szosą do Nieporętu, następnie o świcie 15 sierpniaformacje 10 Dywizji  Wieczór i noc  14/15Z LEGIONOWA – autobusami, sprowadzonymi z Warszawy, wyruszyła XIX brygada  ppłka Wiktora THOMME [z 10 DP] w kierunku na NIEPORĘT (przybyła ok. godz. 23:00) z ukierunkowaniem na WÓLKĘ RADZYMIŃSKĄ – z planem ażeby od strony półn.-wsch. i zgodnie z rozkazem wyjść na tyły brygad sowieckich do dalszego ataku przez Beniaminów w kierunku wsi  MOKRE.   godzinie 1-szej 1 SIERPNIA Wieczorem z Nieporętu wyruszył 29 PP  (Strzelców Kaniowskich) i przed świtem dotarł do fortu BENIAMINÓW obsadzonego – bez przerwy – przez 48 PP a dowodzony przez płk. Kazimierza ORLIK-ŁUKOSKIEGO (z 11 DP). Stałą łączność z Nieporętem zapewniał m.in. Szwadron Łódzkich Policjantów oraz Ochotniczy Dywizjon Kawalerii „huzarów śmiercipor. Józefa SIŁY-NOWICKIEGO. Pułk osłaniał także odcinek „ZEGRZE” na przedmościu na lewym brzegu Narwi. Teraz zadaniem 48 PP było – uderzyć na RUDĘ, a Brygada XX/48 PP wraz z lewym skrzydłem 1 L-B Dywizji miały zadanie atakowania na RADZYMIN. Stojący na południowym skraju Nieporętu 28 PP (Strzelców Kaniowskich) 10 DP gen. Lucjana Żeligowskiego miał nacierać na WÓLKĘ RADZYMIŃSKĄ będącą w rękach nieprzyjaciela (bez batalionu I/28 por. Stefana Pogonowskiego, który dostał rozkaz atakowania od strony południowej „- by wesprzeć …lewe skrzydło dywizji Litewsko-Białoruskiej. W najgorszym wypadku batalion ten byłby osłoną prawoskrzydłową 10 Dywizji, atakującej od Nieporętu” – (Lucjan Żeligowski Wojna w roku 1920;  s.120). W odwodzie został III/28 PP.Natomiast II bat. tego pułku –  idąc szosą w kierunku Wólki – już na zachodnim skraju lasu został zatrzymany ogniem 243 pułk z 81 brygady sowieckiej. Inne nasze oddziały poszły na SUCIEIZABELIN i miały nawiązać łączność z batalionem por. POGONOWSKIEGO (I/28). Nieprzyjaciel  jednak pokrzyżował działania 28 PP – gdy nocy wyruszył w ogólnym kierunku na JABŁONNĘ. Była to 81 brygada, której 241 PS dotarł przez IZABELIN aż do KĄTÓW WĘGIERSKICH. To wówczas na szosie z Nieporętu nieprzyjaciel z 243 PS wydobył wiadomości od jeńców z polskich kompanii, że jest atakowany przez oddziały wprowadzonej do boju nowej dywizji – 10 DP (gen. Lucjana ŻELIGOWSKIEGO). Niezauważony I-szy  batalion (I /28 PP) wykonując [nocą] swe trudne zadanie dojścia na pozycję, szedł ubezpieczony szosą w kierunku Strugi aż do drogi wiodącej do Słupna. Tą drogą wszedł w lewo w las i skręcił leśną dróżką w kierunku przysiółka MOSTKI WÓLCZYŃSKIE  (Zamostki). – Na batalion por. Stefana POGONOWSKIEGO niespodziewanie, jeszcze przed świtem, natknął się nieprzyjacielski 242 PS. Spotkawszy w tym miejscu nieprzewidywanego przeciwnika, zaczął się wycofywać w mniemaniu, że spotkał większe ugrupowanie polskie wychodzące od strony południowo-wschodniej na tyły trzech rosyjskich pułków. W starciu z I/28 PP tenże 242 PS był spychany w rejon MOSTKÓW WÓLCZYŃSKICH.   Trwała walka.Podczas kolejnego ogniowego starcia por. Stefan POGONOWSKI stojąc na skarpie, wyznaczał kolejne zadania. Dalsze działania poprowadził por. Jerzy BOSKI i o godzinie [6:30] batalion zajął WÓLKĘ RADZYMIŃSKĄ. POR. STEFAN POGONOWSKI  ur. 12.02.1895 r. w rodzinie ziemiańskiej w Domaniewie. W 1914 r. wstąpił do junkierskiej Wileńskiej Szkoły Wojskowej. W armii carskiej walczył z Niemcami jako dowódca kompanii. 5 stycznia 1918 r. wstąpił do powstałej w Mińsku Litewskim Legii Oficerskiej I Korpusu gen. J. Dowbór-Muśnickiego. Z Odessy z Dywizją Strzelców Polskich gen. Lucjana ŻELIGOWSKIEGO przeszedł do Polski. W połowie roku 1919 objął dowództwo I Batalionu 28 P Strzelców Kaniowskich w stopniu porucznika.  Około godz. 3 w nocy 15 sierpnia rozpoczęły walkę 28. i 29. pułk tej dywizji, a w szczególności II batalion ppor. Benedykta Pęczkowskiego i I batalion por. Stefana Pogonowskiego z 28 Pułk Piechoty Strzelców Kaniowskich, który działał na kierunku Nieporęt – Wólka Radzymińska. W pierwszym starciu z 242 pułkiem strzelców Armii Czerwonej, podczas stawiania zadań poszczególnym pododdziałom batalionu, zginął ppor. Pęczkowski. 15 sierpnia o świcie 5. i 6. kompanie II batalionu w czasie odpoczynku zostają poderwane odgłosami walki I batalionu por. Stefana Pogonowskiego w rejonie Wólki Radzymińskiej. Jednocześnie następuje ruch po stronie nieprzyjaciela, gdyż w pobliskim Aleksandrowie nocowały oddziały rosyjskiego 241. Pułku Strzelców, natomiast w lesie pomiędzy Dąbkowizną a Nieporętem oddziały 243. Pułku, a w Wólce Radzymińskiej 242. Pułk. Dowódca 241. Pułku Uwałow, nie znając sytuacji bojowej i obawiając się okrążenia (walki wybuchły na tyłach jego pułku), rozkazał natychmiastowy odwrót w kierunku Wólki Radzymińskiej. Wychodząc z Aleksandrowa pod osłoną porannych mgieł, kolumny marszowe 241. Pułku wpadły na odpoczywające dwie polskie kompanie z II batalionu. Rosjanie natychmiast otworzyli ogień karabinowy. Wśród niedoświadczonych polskich ochotników nastąpiło zamieszanie. Ppor. Benedykt Pęczkowski próbował opanować sytuację i rodzący się wśród żołnierzy popłoch. Biegł wzdłuż linii stanowisk, wskazując cele dla ciężkich karabinów maszynowych i aby zachęcić żołnierzy do walki, podrywa do ataku 6 kompanię na pozycje wroga. Jak wspominali później żołnierze, w porannej mgle niepozwalającej nic dojrzeć, słychać było głos ppor. Pęczkowskiego, który wołał – Naprzód! W pewnej chwili głos ppor. Pęczkowskiego urwał się, gdyż został ranny w nogę, ale mimo rany nadal prowadził natarcie. Jeszcze raz poderwał żołnierzy do ataku i w chwili gdy zaintonował i kazał śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła…” został śmiertelnie ranny. Waleczność ppor. Pęczkowskiego spowodowała, że przeciwnik nie kontynuował już natarcia na kierunku Nieporętu i 241. Pułk odszedł ku Wólce Radzymińskiej.