14 sierpnia

 

Późnym wieczorem 13-ego szef sztabu 11 DP ppłk  Romuald Kohutnicki przybył z Marek do Słupna by rozeznać sytuację. Odwołał płk. Bronisława Krzywobłockiego ze stanowiska d-cy 46 PP i powierzył  mjr. Józefowi LIWACZOWI.  Z szefem sztabu przybyły dwie kompanie odwodowe. O godzinie 23-ciej przekazany został dowódcy dywizji rozkaz dowództwa 1 A do kontrataku. Natomiast w nocy o godzinie 2-giej od dowódcy Frontu nadszedł rozkaz podjęcia kontrataku przez 1 L-B DP. W nocy, porządkując położenie, przemieszczano pododdziały na pozycje wyjściowe do przeciwnatarcia.

Gen. Jan Rządkowski powierza prowadzenie kontrataku trzema pułkami ppłk. Kazimierzowi RYBICKIEMU  d-cy II Brygady 1 L-B DP. Chodziło o pośpiech, więc początek akcji wyznaczono już na godzinę piątą. Pułk GRODZIEŃSKI (najbliżej 46 PP – stojącego po lewej stronie szosy), obsadził okrakiem pozycję wzdłuż szosy, na wydmie (wzgórze 101 – Pólko) i otrzymał kierunek na ŁOSIE (płn.-wsch). Pułk NOWOGRÓDZKI, zabezpieczając już od 13 sierpnia linię Nadma-Marki, miał uderzyć w kierunku KRASZEWA (na prawo). Natarcie tych pułków mogło rozpocząć się dopiero po nadejściu WILEŃSKIEGO PP, który otrzymał zadanie natarcia wprost na Radzymin – wzdłuż szosy. Był on jednak zbytnio oddalony. Godzina 5-ta minęła. Wyczekujące oddziały 11 DP denerwowały się, że akcja nie zaczyna się. Nieprzyjaciel, natomiast po zajęciu w nocy WÓLKI RADZYMIŃSKIEJ do godziny ósmej przeszedł pod DĄBKOWIZNĘ, w teren między pułkami 46 a 48. W wyniku wysadzeniu centrali telefonicznej artylerii w Dąbkowiźnie zerwany został  kontakt z fortem BENIAMINÓW.

Około godziny 10-tej pułk Wileński dochodził na linię pozycji 46 PP (na skrzyżowaniu z drogą ze Słupna do Jankowa Nowego). D-ca 11 DP Płk Bolesław JAŹWIŃSKI   rozkazał mjr. Liwaczowi ażeby pułk 46 szedł do ataku w ogólnym kierunku na Radzymin, po lewej stronie szosy (pierwotnie miał zluzować oddziały dywizji L-B dopiero po akcji). Natarcie tych dwóch pułków (46 i WIL.), choć nie związanych jednym dowództwem, przyjęło zawrotne tempo, cel był bowiem wyraźnie określony. Pułk Grodzieński, idąc przez SŁUPNO – lewym skrzydłem, starł się z 81 brygadą sowiecką w okolicach ALEKSANDROWA (parła ona w kierunku na JABŁONNĘ). W okolicy CEGIELNI i WIOSKI RADZYMIŃSKIEJ doszło do starcia z brygadami 61 i 62  z  rosyjskiej XXI DS. Pułk Nowogródzki po wyjściu z Czarnej Starej, niespodziewanie spotkał się z 80 brygadą rosyjską pod JANKOWEM NOWYM. Starcie kompanii z pułków 46, 47 i Wileńskiego z oddziałami wroga przyniosło sukces, zabrano jeńców, zdobyto karabiny maszynowe. 61 i 62 brygady „będące w drodze na Pragę”, zaatakowane przez Polaków, zawróciły i uciekły przez Radzymin.

Około południa RADZYMIN odebrano a oddziały nasze zatrzymały się na linii przebiegającej wzdłuż północnego skraju miasta. Nie pomyślano, w tym pędzie, o zabezpieczeniu skrzydeł.

Wkrótce nowe wypadki, nie tylko powstrzymały atak, ale zmieniły zupełnie położenie.  Na odgłos walk pod Radzyminem, 81 brygada wroga cofając się z okolic WÓLKI RADZYMIŃSKIEJ, uderzyła pułkami 241 i 242 w kierunku na CEGIELNIĘ  zagrażając odcięciem oddziałów polskich znajdujących się w Radzyminie.  Z południowego wschodu, na CIEMNE w stronę CEGIELNI atakował 239 PS, uciekające zaś oddziały 21 DS zawróciły i uderzyły ponownie na miasto.

Droga odwrotu polskich pułków została zagrożona odcięciem na wysokości Wioski Radzymińskiej i Cegielni. Polakom groziło okrążenie.

Oddziały zmuszone do odwrotu, przebijały się w bardzo ciężkich warunkach, w pomieszaniu i tłoku, z dużymi stratami wycofując się na II pozycję obrony. W groźbie panicznej ucieczki tylko wyżsi oficerowie skutecznie powstrzymywali odwrót. Sam generał Rządkowski stanął z karabinem wśród żołnierzy i własnym przykładem wpłynął na ich opamiętanie się. Była wówczas godzina 13:50. Sytuację opanowano wycofując się spokojniej  na II polską pozycję obrony.

Odwrót dzielnie osłaniał I /WIL., którego bohaterski dowódca kpt. Ryszard DOWNAR-ZAPOLSKI poległ broniąc skrzyżowania szosy z drogą Słupno-Janków. W ostatniej chwili życia zdążył rozkazać pchor. Aleksandrowi LIKSZY by zabrał mapy, a sam pozostał na pobojowisku (stary, doświadczony  żołnierz, jeszcze z oddziałów wileńskiej samoobrony z końca 1918 r., dowborczyk).  Później w tym miejscu został wystawiony przez 85 pułk strzelców wileńskich (WIL.PP) pomnik – krzyż ku czci kapitana i poległych żołnierzy tego pułku, przy pomocy rodziny KRONENBERGÓW  właścicieli cegielni (odnowiony w roku 1981).

Oddziały miały poczucie dobrze spełnionego obowiązku dlatego żołnierze nie mogli zrozumieć przyczyn katastrofy. Psychicznie nie wytrzymali żołnierze 46 PP,  wpadli w panikę. Bataliony II i III /WIL. przebijały się przez Ciemne do lasu, a 9 kompania 47 PP wycofała się przez zagajnik między WIKTOROWEM a CIEMNEM.
Po południu, bolszewicy, po przełamaniu po raz pierwszy II linii przedmościa w okolicach Wólki Radzymińskiej, znaleźli się niedaleko NIEPORĘTU.

Napływające wiadomości o ciężkich bojach od świtu w tym dniu także pod OSSOWEM oraz porażka w RADZYMINIE wzbudziły społeczne zaniepokojenie w Warszawie. Na linię boju nawet przybył  premier Wincenty WITOS oraz minister spraw wewnętrznych Leopold SKULSKI.  Wbrew oczekiwaniom grupy przybyłych polityków, pojawienie się Witosa żołnierze przyjęli obojętnie. A jednak ci, po powrocie do Warszawy, mogli śmiało głosić, że „na tego obdartego, bosego i wynędzniałego żołnierza można liczyć” (zob. B. Waligóra s.442).

Około godziny 16-tej dowódcy dywizji rosyjskich uzgodnili, że wraz ze świtem 15 sierpnia przejdą równocześnie do natarcia. 81 brygada ma zająć obszar NIEPORĘT-ŁAJSKI;  80 brygada ma opanować JABŁONNĘ  i  stację JABŁONNA LEGIONOWA;  79 brygada, idąc za 80-tą, ma zgrupować się w okolicach ALEKSANDROWA, KĄTÓW WĘGIERSKICH  i  IZABELINA;  21 DS miała zmienić kierunek na tyły przedmościa ZEGRZA, a następnie na stację Jabłonna Legionowa rozpoczynając atak już czternastego nocą. W tym momencie ani polskie dowództwo nie znało ostatnich planów przeciwnika, ani sowieckie – położenia polskich sił w tej okolicy.

14 sierpnia o godz. 16-tej gen. Józef HALLER (d-ca Frontu Północnego) rozkazał – na piśmie – włączenie do boju odwodowej 10 DP  generała Lucjana ŻELIGOWSKIEGO tworząc grupę, do której włączone zostały także  11 DP  i  1 L-B DP.  Rozkaz brzmiał –  ”gen. Żeligowski zarządzi akcję według wskazówek danych mu osobiście przez dowódcę armii” (1 A – generała LATYNIKA).  Praktycznie – jednak – gen. Żeligowski strukturalnie  nie występuje jako dowódca grupy operacyjnej. A nie mając sztabu GO, sam objeżdża teren aż do STRUGI, by poznać położenie naszych dywizji. Przybywszy do Marek  gen. Żeligowski  w sztabie  1 A  wraz  z  gen. Janem  Rządkowskim dokonał  przeglądu sytuacji i uzupełnił zadania.

Wieczór 14  i  noc 14/15 sierpnia.

Już przed zmierzchem nasze patrole konne napotykały patrole sowieckie. Nadciągali. A około godz. 20-tej nieprzyjaciel obsypał polskie formacje pod NIEPORĘTEM silnym ogniem karabinów maszynowych.  Odporowy ogień polskich baterii stojących na linii był bardzo silny. Strzelały działa oraz  karabiny maszynowe  a  lawiny ognia zrobiły duże wrażenie. Nastąpiła cisza, ale do 23-ciej artyleria powstrzymała jeszcze kilka ataków.

Późnym wieczorem, autobusami sprowadzonymi z Warszawy, wyruszyła z Legionowa XIX brygada  ppłka Wiktora THOMME [z 10 DP] w kierunku na NIEPORĘT (przybyła ok. godz.23:00) z dalszym ukierunkowaniem na WÓLKĘ RADZYMIŃSKĄ ażeby od pół-wsch. wyjść na tyły brygad sowieckich z  rozkazem dalszego ataku na wieś MOKRE.  Z Nieporętu wyruszył 29 PP  Strzelców Kaniowskich o godzinie 1-szej 15-tego sierpnia i przed świtem dotarł do fortu BENIAMINÓW, gdzie przebywał bez przerwy 48 PP dowodzony przez płk. Kazimierza ORLIK-ŁUKOSKIEGO  z 11 DP (stałą łączność z Nieporętem zapewniał m.in. szwadron łódzkich policjantów i ochotniczy dywizjon kawalerii „huzarów śmierci” por. Józefa SIŁY-NOWICKIEGO). Pułk osłaniał także odcinek „ZEGRZE” na przedmościu na lewym brzegu Narwi. Teraz zadaniem 48 PP było – uderzyć na RUDĘ.

XX brygada wraz z lewym skrzydłem 1 L-B dywizji miały zadanie atakowania na Radzymin. Stojący na południowym skraju Nieporętu 28 PP Strzelców Kaniowskich miał nacierać na WÓLKĘ RADZYMIŃSKĄ. Z tym, że batalion I/28 por. Stefana POGONOWSKIEGO otrzymał rozkaz zaatakowania Wólki, będącej w rękach nieprzyjaciela, od strony południowej „by wesprzeć …lewe skrzydło dywizji Litewsko-Białoruskiej. W najgorszym wypadku batalion ten byłby osłoną prawoskrzydłową 10 Dywizji, atakującej od Nieporętu” (Lucjan Żeligowski, Wojna w roku 1920. s.120). W odwodzie został III/28 PP. Natomiast II batalion, idąc szosą w kierunku Wólki, już na zachodnim skraju lasu został zatrzymany przez 243 pułk z 81 brygady sowieckiej. Inne oddziały poszły na SUCIE-IZABELIN i miały nawiązać łączność z batalionem por. Pogonowskiego.

Nieprzyjaciel jednak pokrzyżował działania 28 PP gdy w pełni nocy wyruszył – w ogólnym kierunku – na JABŁONNĘ. Była to 81 brygada, której 241 PS dotarł przez IZABELIN aż do KĄTÓW WĘGIERSKICH. Od jeńców  polskich kompanii, idących szosą z Nieporętu,  które zatrzymał na skraju lasu 243 PS, nieprzyjaciel wydobył wiadomości, że jest atakowany przez oddziały wprowadzonej do boju nowej dywizji – 10 DP.

Wykonując swe trudne zadanie dojścia nocą na pozycję, niezauważony batalion ( I /28 PP) szedł ubezpieczony szosą w kierunku Strugi aż do drogi wiodącej do  Słupna. Tą drogą wszedł w lewo  w las i skręcił leśną dróżką w kierunku przysiółka  MOSTKI WÓLCZYŃSKIE  (Zamostki).  Jeszcze przed świtem na  batalion por. Pogonowskiego niespodziewanie  natknął się nieprzyjacielski 242 PS.  Spotkawszy w tym miejscu nieprzewidywanego  przeciwnika, zaczął się wycofywać w mniemaniu, że spotkał większe ugrupowanie polskie wychodzące od strony południowo-wschodniej na tyły trzech rosyjskich pułków. W wyniku starcia z I/28 PP tenże 242 PS był spychany w rejon MOSTKÓW WÓLCZYŃSKICH. Trwała walka.

W czasie kolejnego ogniowego starcia padł śmiertelnie ranny por. Stefan POGONOWSKI  gdy  stojąc na skarpie  wyznaczał kolejne zadania. Dalsze działania poprowadził por. Jerzy BOSKI  i o godzinie 6:30 batalion zajął Wólkę Radzymińską.

       W tym czasie.   Odgłosy strzelaniny, dochodzące z okolic szosy nieporęckiej, zatrwożyły wysunięty jeszcze bardziej do przodu 241 PS, którego dowódca zawrócił i połączył się z 243 PS. Świtało gdy wycofujący się 241 PS natknął się niespodziewanie na dwie kompanie polskie drugiego batalionu 28 pułku  (II/28 PP) i zaatakował  z flanki w okolicach Aleksandrowa spędzając je do Nieporętu. W walce padł wówczas dzielny oficer ppor. Benedykt PĘCZKOWSKI. Te dwa rosyjskie pułki połączyły się a korzystając z mgły roztaczającej się przed świtem oraz zatrzymania się polskiego ataku, wycofały się do Wólki.  Gdy I-szy batalion znajdował się na wschodnim skraju wioski, szosą nieporęcką zbliżał się  zatrzymany wcześniej w natarciu  II  batalion 28  PP.  O godzinie 5-tej 29 PP Strzelców Kaniowskich  z  10 DP, odbiwszy DĄBKOWIZNĘ,  zabrał 30 jeńców i 4 karabiny maszynowe. Major STEFAN WALTER na czele 29 PP wkroczył do wyzwolonej już Wólki Radzymińskiej ok. godziny 7-mej.

W tym czasie, już od godziny, 1 L-B dywizja prowadziła przeciwnatarcie na Radzymin. Natomiast 10 DP osiągnęła na II linii obrony stanowiska wyjściowe do przeciwnatarcia. Generał Żeligowski, mając spóźnione informacje o walce w lesie koło Wólki Radzymińskiej, nakazał zdobyć wieś i zatrzymać przeciwnatarcie, co nastąpiło  do godziny 10-tej.

Walka batalionu por. Stefana Pogonowskiego  była bezpośrednią przyczyną odwrotu czerwonych pułków oraz odzyskania  II  linii obrony,  a  krew bohaterów  księdza  Skorupki i młodych żołnierzy przelana  na polach  Ossowa oraz  por. Pogonowskiego i jego batalionu  pod  Wólką Radzymińską,  była –  zdaniem większości historyków - początkiem zwycięstwa w boju pod Radzyminem .

Sytuacje bojowe w tym czasie w innych rejonach.

      Na północy i zachodzie.

Rano bolszewicy opanowali LIPNO a niedługo o godz. 9-tej dotarli nad WISŁĘ  między NIESZAWĄ i BOBROWNIKAMI . Trudnością w przeprawieniu się na zachodni brzeg był brak przepraw (w Nieszawie Polacy zniszczyli nawet prom). Rosjanie nie zdobyli także Włocławka. Wróg  zaatakował konwój statków Flotylii Wiślanej płynący od Torunia. Statek „Moniuszko” konwojował skład 2 berlinek ciągniętych przez holownik „Lubecki”  z darami amerykańskimi. Sołdaci rozchorowali się zaraz po skonsumowaniu zdobytych produktów przypisując Polakom podstęp.  „Moniuszko” bronił się bohatersko aż osiadł na mieliźnie, a i wówczas  załoga wpław przeniosła ciężką broń na lewy brzeg. W walce poległ m.in. dzielny d-ca ppor. marynarz  PIESZKAŃSKI.

W okolicy BOBROWNIK z patrolami sowieckimi walczyli marynarze ze statku „Neptun”. Po przybyciu kompanii szturmowych z Włocławka wrogowie zostali wyparci na prawy brzeg. Ponadto zatopiono jeszcze kilka łodzi z żołnierzami bolszewickimi.

     Nad WKRĄ.

W koncepcji Naczelnego Wodza, aż do rozpoczęcia manewru znad Wieprza,   5 Armia gen Sikorskiego miała prowadzić  sciśle działania obronne i przeciwdziałać przesuwaniu się przeciwnika na zachód. Ale już 10 sierpnia Naczelny Wódz ustąpił naleganiom gen. Rozwadowskiego co do możliwości podjęcia działań zaczepnych w sprzyjającej sytuacji . Wieczorem 13 sierpnia na naradzie generałów – Rozwadowskiego (szef Sztabu Genetralnego), Hallera (d-ca Frontu Północnego) i Weyganda (doradcy wojskowego) podjęto decyzję, że 5 Armia wystąpi następnego dnia (14.VIII.) przeciw wrogowi aby ratować przed rozbiciem oddziały walczące na przedmościu pod Radzyminem.

5 Armia miała podjąć o świcie 14-go sierpnia nierówną walkę, a groziło to rozbiciem jeszcze nie w pełni zorganizowanej armii, a nawet klęską pod Warszawą. Generał Sikorski tak ocenił zadanie: „… nie mogę…podjąć się tego planu, który zgubi 5-tą armię, a nikomu nie pomoże” (Władysław Sikorski, Nad Wisłą i Wkrą. Lwów-Warszawa-Kraków 1928 s.108).

Wobec rozkazu gen. Józefa Hallera (nr 3811/III), Sikorskiemu udało się tylko uzyskać przesunięcie działań zaczepnych na popołudnie. 5 Armia miała odrzucić XV Armię z linii Wkry na wschód, na linię Narwi, ściągnąć na siebie III Armię sowietów i w efekcie osłabić nawałnicę na przedmoście.

W południe z Płońska w kierunku RACIĄŻA ruszyła Grupa gen Franciszka KRAJOWSKIEGO (5 batalionów i 4 baterie z 18 DP oraz 8 Br. Jazdy).   Z powodu słabego oporu osłony lewego skrzydła sowieckiej IV A natarcie posuwało się do przodu. Tymczasem pozostałe oddziały 18 DP zostały zaatakowane nad Wkrą  przez XVA wroga. Został też powstrzymany atak Br. Syberyjskiej płka Kzimierza RUMSZY,  która wykrwawiona pod BORKOWEM  i  Zawadami została odrzucona z powrotem za Wkrę. Gen.Krajowski przerwał natarcie Grupy i całą 18 DP skierował na prawą flankę czerwonej XV A. Wieczorem w zaciętej walce na bagnety bojcy z IV i XVI DS  zostali zepchnięci za Wkrę  a nasze oddziały (145 PP ppłk. Rachmistruka) zajęły SOCHOCIN o godzinie 3. w nocy. W ręce przeciwnika dostały się natomiast 2 modlińskie forty „Miękoszyn” i „Toruń”.

Silny opór wroga w tym dniu i nasze duże straty zniechęcały do dalszej walki kadrę dowódczą,  którą – nie bawiąc się – gen. Sikorski przywołał „do bezwzględnego wykonania poruczonego im zadania” i rozpoczęcia o świcie ataku na sowieckie wojska (W.Sikorski op.cyt. s.136). W dniu tym na północnym teatrze wojny boje nie były rozstrzygnięte, a sowieci byli zaskoczeni pojawieniem się tak dużej formacji, nowej armii zorganizowanej w tak krótkim czasie. Ponieśli straty, a w nowej sytuacji oddanie części sił znad Wkry na kierunek Warszawy było niemożliwe. 5 polska Armia związała XVA wroga i prawe skrzydło III-ej.